
To już będzie ostatni wpis o Północnej Hiszpanii. Obiecuję! Tematy i miejsca się skończyły 😉
A więc w tym wpisie przedstawię wam San Sebastian – stolicę Kraju Basków. Połączenie gór, miasta stołecznego i mody. Zacnej mody, że chętnie robiłabym tylko tam zakupy 😉
Spis treści
San Sebastian – informacje ogóle
San Sebastian położone jest tuż przy granicy z Francją i dzięki malowniczemu wybrzeżu jest bardzo popularną miejscowością wypoczynkową. Dzięki zatoce miasto ma kształt muszli, a miasto jest często nazywana „perłą północy”. San Sebastian do tego posiada bardzo rozbudowaną bazę hotelową oraz dostęp do lotniska.
Miasto liczy 186 tysięcy mieszkańców i jest to typowe duże miasto, centrum rozrywki, biznesu i nauki. W przeszłości w San Sebiastian rodzina królewska spędzała swoje wakacje, jednak po wielu atakach terrorystycznych w latach dziewięćdziesiątych zmieniła lokalizację.
Bez względu co lubicie robić w wolnym czasie, San Sebastian powinien spodobać się każdemu. W mieście znajdziecie wiele zabytków, plaż. Raz w roku przez miasto przejeżdża wyścig kolarski. W San Sebastian odbywa się także festiwal filmowy. Znajdziecie tutaj dużo kawiarni, restauracji i oczywiście sklepów odzieżowych.
Do San Sebastian wpadłam na 1 dzień. Szybkie zwiedzanie, a na prawdę było co zwiedzać!

Co warto zobaczyć w San Sebastian
Spacer rozpoczęliśmy od wizyty na dobrą kawę. Nic tak nie pomaga w regeneracji niż kubek smacznej kawy. Tym bardziej jeśli spędzasz w aucie kilka godzin w trasie.
Północ Hiszpanii jest uboga w miejsca z kawą wyższej jakości. Tak na prawdę mam wrażenie, że odkryłam tę jedyną – Sakana. Było smacznie. Było nowocześnie. Co ciekawe kawiarnia była wypełniona w większości turystami.
Na miejscu oferta była szeroka od kawy z ekspresu po przelew a także można było kupić ziarno do domu. Oczywiście zapasy zostały zrobione 😉
Tuż po kawie ruszyliśmy dalej w kierunku pozostałości Zamku de Santa Cruz de la Mota.

Wzgórze Monte Urgull
Słońce i energia po kawie, to najlepsze połączenie do rozpoczęcia spaceru. Tego dnia zza chmur co chwilę przebijały się ciepłe promienie. Podczas spaceru deptakiem czuć było morską bryzę. Wszystko przez uderzające o kamienie fale. Nie mogliśmy trafić na lepszą pogodę. Nie było zbyt ciepło ani zimno. Po prostu przyjemnie.
Monte Urgull kiedyś było strategicznym punktem w wielu wojnach. Dlatego właśnie na jego szczycie znajdziecie Twierdza de Santa Cruz de la Mota. A podczas spaceru napotkacie na wiele punktów strzelniczych, ruiny magazynów amunicji.

Zamek de Santa Cruz de la Mota
Zamek de Santa Cruz de la Mota mieści się na wzgórzu Monte Urgull, które jest jednym wielkim parkiem. Można tutaj się wybrać w każdej wolnej chwili na popołudniowy spacer, by cieszyć się relaksem wśród zieleni z widokiem na całe San Sebastian. Początkowo podejście było strome. Ciężko się wchodziło. Widoki jednak robiły robotę. Z jednej strony na otwartą wodę. Z drugiej na miasto i góry. Po dłuższej chwili marszu natrafiliśmy na zaskakujące miejsce. Na terenie parku znajdziecie też zabytkowy mini cmentarz. Został on wzniesiony na cześć Anglików, którzy przyszli na pomoc mieszkańcom okupowanym przez wojska Napoleona.
Została już ostatnia prosta. Minęliśmy kolejny punkt widokowy i wzgórze się wypłaszczyło. Zza drzew wynurzył się taras wypełniony ławkami schowanymi w cieniu niskich drzew. Na samy szczycie traficie do Twierdzy. Można ją zwiedzić z zewnątrz, ale w środku znajdziecie muzeum kultury baskijskiej. Wejście jest płatne. Ja akurat wolałam skorzystać ze słońca i widoku.

Bazylika Santa María del Coro
Tuż po zejściu ze wzgórza w kierunku portu dojdziecie do starej części miasta. Wąskie uliczki pełne knajpek, pamiątek i ulicznego życia. Najpierw pojawi się Bazylika Santa María del Coro, która znajduje się wśród tak wąskich uliczek, że aż się nie da jej zrobić porządnego zdjęcia. Dajcie się ponieść wraz z tłumem, wejdźcie do pobliskich sklepów czy galerii. My chwilę kluczyliśmy uliczkami, ale po chwili zaszliśmy na pinchosy.
Na północy nie znajdziecie tapasów. Tutaj mini kanapeczki kryją się pod nazwą pinchos. Po baskijsku pintxos. W wąskich uliczkach znajdziecie masę barów o pełnych ladach bagietek z szynką, serem lub owocami morza. Są też krewetki w cieście i ośmiornica w occie z warzywami. Ba nawet ciepła kaszanka z ryżem zamiast kaszy 😉 Nic tylko próbować każdej po kolei.

Ratusz
Gdy już wytoczyliśmy się z jedzenia poszliśmy dalej. Rzut beretem znaleźliśmy się na placu z francuskim parkiem. A na jego końcu był i on – Ratusz. Stał spokojnie w bezruchu. Prawie jakby był opuszczony – choć jest za bardzo zadbany aby tak było w rzeczywistości.
Naprzeciw niego zgiełk dziecięcych śmiechów. Na środku placu znajdziecie starodawną karuzelę z konikami. I plac zabaw. I masę ławek z widokiem na plażę i zatokę. Idealne na chwilę odsapnięcia po pysznościach.

Katedra
Postanowiłam sobie, że zobaczymy ostatnią katedrę. Podczas spaceru okazało się, że droga do niej wypełniona jest po brzegi sklepami. Odzieżowymi, kosmetycznymi, biżuterią i butami. Oczu nie mogłam oderwać i żałowałam, że nie mam własnej karty kredytowej. Potem bym przez rok ją spłacała xD Pierwszy raz kupiłabym wszystko co jest na wystawach. Nie to co w Polsce.
Po dojściu na plac katedralny wszyscy oprócz mnie musieli usiąść. Przeszliśmy z przynajmniej 15 km. Ale ja musiałam jeszcze obejść katedrę dookoła. Obejrzeć każdą szczelinę, każde okno. Dotknąć kamieni z których zrobione są ściany. Taki ze mnie szaleniec 😉

To był ten moment, że wiedziałam iż dalej nie ujdziemy. Trzeba było wracać do samochodu. Akurat niedaleko był most, który prowadził w kierunku naszego parkingu. Z daleka wyglądał jak zrobiony z różowego marmuru. Biała kostka i klasyczny róż. A co było z bliska? Rozczarowanie…
Jak się okazało balustrady zostały zrobione jakby z betonu/gipsu wymieszanego z kamieniami. Wyszło im prawie jak marmur.

Pałac Miramar
Będąc na wzgórzu Monte Urgull jeszcze dwa ciekawe miejsca do zwiedzenia. Ale widziałam, że nie damy rady dojść tam pieszo. Wiec wzięliśmy auto i w drogę!
Najpierw dojechaliśmy do Pałacu Miramar. Ta posiadłość powstała w celu goszczenia hiszpańskiej rodziny króleskiej podczas ich wakacji, które zaczęli spędzać w San Sebastian od końca XIX wieku. W pokojach pałacowych odbywają się letnie kursy Uniwersytetu Kraju Basków. Jest to także siedziba Wyższej Szkoły Muzycznej Kraju Basków, Musikene. Pałac Miramar można wynająć na imprezy.
Drugie miejsce było widać z oddali, ale gdy szukaliśmy go samochodem, to dobrze ukrywał się wśród budynków. Myślałam, że to wielki pałac, a okazało się Seminarium.

Jeśli uważacie, że warto coś jeszcze zobaczyć w San Sebastian – dajcie znać w komentarzach. To już chyba będzie ostatni mój wpis o Północnej Hiszpanii. Wszystkie możecie znaleźć tutaj >>
Wzgórze Monte Urgull – jestem nim zachwycona. Cóż za klimatyczne miejsce!! 🙂
Piękne gmachy. W północnej Hiszpanii jeszcze nigdy nie byłam
Fajny spacer rzeczywiście i w cieniu drzew, pewnie mi się spodoba! Dzięki!
Nie miałam okazji być, ale czuje, że miasto ma niesamowity klimat, taki jaki lubię !
Piękne miejsce – i gdybym miała spędzić w nim chociaż jeden dzień to byłabym przeszczęśliwa 🙂
Hiszpania moje marzenie 🙂 może uda się kiedyś je zrealizować 😉