Jak okrążyć Karkonosze w 7 dni? – dzień 1 i 2

Długo zwlekałam z tym wpisem. Nie wiedziałam do końca jak się za niego zabrać. Czy opisać wam ostatnią majówkę w jednym wpisie czy podzielić go na części. Tym razem cały tygodniowy wyjazd opiszę wam w kilku częściach.
Czy też tak macie, że budzicie się w pewnego dnia i macie na coś ochotę? Tak właśnie pewnego dnia obudziłam się i pomyślałam, że chcę się przejść pieszo po górach. Z plecakiem na plecach. Skąd taki pomysł do głowy mi wpadło, tego nie wiem. Ale to był mój jedyny pomysł, co można zrobić na majówkę zamiast wyjazdu na surfa do Maroko, z którego musieliśmy zrezygnować.
I tak miałam już plan. Czas na wytyczanie trasy – czym zajął się Kuba. Stanęło na trasie:
Jelenia Góra -> Szklarska Poręba -> Schronisko pod Łabskim Szczytem -> Dom Śląski -> Mała Upa -> Dvorska Bouda -> Chata Vatra -> Schronisko na Hali Szrenickiej -> Szklarska Poręba
Widok na góry z Szklarskiej Poręby
 Start w sobotę  (29.05.2017) – wyjazd pociągiem z Wrocławia
Koniec w sobotę 06.05.2017 

Ok mając już jakiś obraz trasy spokojnie czekaliśmy na urlop. Jednak tuż przed wyjazdem okazało się, jak to w Polsce, że śnieg w górach panuje. I w dniu samego wyjazdu musiałam się zaopatrzyć w ciepłe majtki 😉 Termoaktywne oczywiście.

Dzień 1 rozpoczął się od zwykłej podróży pociągiem. Z plecakami i z psem. Wizyta w Jeleniej Górze polegała tylko na wizycie u znajomych z Kukutu Cafe. Zjedzeniu wspólnej kolacji i wypicia trochę wina.
W drodze na Łabski Szczyt
Dzień 2 okazał się słoneczny i ciepły. Widok z pociągu do Szklarskiej Poręby był istnie alpejski. Zieleń u dołu i biel u góry. Po wyjściu z pociągu ruszyliśmy przed siebie w rytmach harmonijki (w raz z nami szła grupa dojrzałych osób i jedna z nich grała dla nas różne melodie). W niedzielę jedyne co mieliśmy zrobić, to wejść do Schroniska pod Łabskim Szczytem. Niby tylko 5 kilometrów, niby tylko 2 godziny marszu. Jednak przez ten czas zdążyliśmy doświadczyć lata, wiosny i zimy. 
Pierwszy ostatnie śnieg w tym roku
Topniejący śnieg to nie lada wyzwanie. Mokry, śliski i człowiek się zapada. Ale ten moment gdy siedzisz w krótkim rękawie na śniegu był bezcenny.

Zdążyłam się spocić, zgłodnieć i pokłócić z psem (o kabanosy). Ale po 2 godzinach marszu doszliśmy na miejsce. I było warto. Choć prąd był tylko do 22.00 😉
Schronisko pod Łabskim Szczytem
Są takie miejsca, których czujesz się jak w domu. Nawet jeśli pokój nie ma 4 gwiazdek. Tak właśnie jest w Schronisku pod Łabskim Szczytem. Jest ciepło i czysto. Prąd nie płynie zwykłymi kablami. Od 17.00 włączany jest silnik spalinowy, który produkuje prąd. Dostępny tylko do 22.00. A jeśli jest dużo gości może nawet do 23.00. A jeśli zapomnicie, że trzeba podłączyć telefon – Pani za ladą przypomni wam donośnym głosem. 

Obsługa w hotelach/schroniskach jest najważniejsza. To pracownicy robią klimat danego miejsca. Pod Łabskim Szczytem panie w restauracji rozbawiały towarzystwo. Choć miały z 70 lat na karku przynajmniej. 
Drugim zdziwieniem w tym schronisku było jedzenie. Zamówiłam sobie bigos. No czego można się spodziewać dziwnego w tym daniu? Nasion dyni i jagód goi. 

Po pysznej kolacji czas stanąć do kolejki prysznicowej 🙂 
Pokój w Schronisku