
Z Wrocławia VW busem, kilka osób i dwa psy, bez zarezerwowanych noclegów i z Google Maps jako jedynym przewodnikiem – bo po polsku o Północnej Hiszpanii nie było wtedy prawie nic. Dwa tygodnie, baza w Santillanie del Mar, codzienne wyjazdy w inne miejsce. Wróciliśmy z zaręczynami, wspomnieniem nocy w chatce pasterskiej wśród krów i absolutnym przekonaniem że to jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Sprawdziłam dla Was północną Hiszpanię samochodem – trasę przez Kraj Basków, Kantabrię i Asturię, żebyście nie musieli zaczynać od zera tak jak my.
Spis treści
Dlaczego warto jechać na północ Hiszpanii samochodem?
Auto w tej części kraju to absolutna konieczność. Pociągi istnieją, ale nie dowiozą Was na ukryte plaże ani do górskich wiosek. Północna Hiszpania samochodem daje wolność której nie zastąpi żaden zorganizowany transport. Odległości między atrakcjami są niewielkie, ale komunikacja publiczna bywa kapryśna.
Tu po prostu jedziecie kiedy chcecie i zatrzymujecie się tam gdzie widok urywa głowę. Nasza trasa z Wrocławia to ponad 2000 km przez Niemcy i Francję – brzmi jak wyzwanie, ale przejazd przez Pireneje jest atrakcją samą w sobie. Dla większej grupy własny bus jest znacznie bardziej opłacalny niż loty i wynajem auta na miejscu.
España Verde – Zielona Hiszpania – to region dla tych którzy kochają przygodę bez filtra. Klify, surfing, brak tłumów i pogoda która potrafi zaskoczyć o każdej porze roku. Ta zieloność ma swoją cenę – pada tu regularnie. Ale właśnie deszcz sprawia że krajobrazy wyglądają jak z bajki.
Trasa – jak zaplanować przejazd przez Północną Hiszpanię?
My jechaliśmy na zmianę, co pozwoliło pokonywać duże dystanse bez zmęczenia. Brak zarezerwowanych noclegów był strzałem w dziesiątkę – pełna spontaniczność, zatrzymujemy się tam gdzie się chce.
Wariant 7 dni (absolutne minimum):
- Dzień 1-2: San Sebastian i Bilbao – Kraj Basków
- Dzień 3: Santander i klify Costa Quebrada
- Dzień 4: Santillana del Mar, Altamira i Comillas
- Dzień 5: San Vicente de la Barquera i wjazd w Picos de Europa
- Dzień 6-7: Asturia – Oviedo, Cangas de Onís i Covadonga
Wariant 10-14 dni (nasze tempo – polecam): To samo co powyżej, z dodatkowym czasem na surfing w Suances i San Vicente, dłuższy pobyt w Picos de Europa i Bufones de Pria. My mieliśmy bazę w Santillanie del Mar przez dwa tygodnie – i ani jednego dnia za dużo.
Wariant 3+ tygodnie: Dołóżcie Galicję – zupełnie inny charakter regionu, dzikie wybrzeże, Pantín i koniec świata w Fisterra. My już planujemy. 😉
Kraj Basków – gdzie zacząć?
Region uderza odmiennością już na wjeździe – inny język, inna architektura, niesamowita duma mieszkańców. Spektakularne klify i zapach oceanu od pierwszego kilometra.
San Sebastian (Donostia)
To może być Wasz punkt startowy lub meta – w obie strony logiczny. San Sebastian jest niesamowicie eleganckie, a jednocześnie czuć w nim luz surferskiego miasteczka. Plaża La Concha to jedna z najpiękniejszych miejskich plaż w Europie. Parte Vieja (Stare Miasto) to miejsce w którym przeżyłam kulinarne oświecenie.
Pintxos w San Sebastian to doświadczenie niemal religijne – małe dzieła sztuki na ladzie baru, chodzisz od lokalu do lokalu, w każdym jedno pintxo i mały kieliszek txakoli. Dla surferów: Zurriola, gdzie fale rzadko zawodzą. Po sesji w wodzie jesteście o krok od najlepszych barów. Trudno o lepszą kombinację.
👉 San Sebastian – co zobaczyć w 1 dzień
Bilbao
Jeden dzień, ale wart każdej chwili. Muzeum Guggenheima z zewnątrz robi piorunujące wrażenie – usiadłam na ławce przed wejściem i po prostu podziwiałam bryłę. Uczciwa perspektywa dla kogoś kto nie przepada za nowoczesnymi muzeami. Casco Viejo, Most Zubizuri, wieczorne txikiteo przy Plaza Nueva. Bilbao leży godzinę drogi od San Sebastian.
👉 Bilbao – co zobaczyć w 1 dzień
👉 Więcej o całym regionie: Kraj Basków – co zobaczyć?

Kantabria – serce naszego wyjazdu
Kantabria stała się naszą bazą na dwa tygodnie. Centralne położenie, blisko do Kraju Basków i do dzikiej Asturii. Tu wydarzyły się najważniejsze momenty całej wyprawy.
Santander i klify Costa Quebrada
Santander to miasto z klasą – przestronne, czyste i bardzo fotogeniczne. Półwysep Magdaleny, Centro Botín Renzo Piano unoszące się nad wodą, plaże El Sardinero. Ale najważniejszy punkt to Costa Quebrada – klify na zachód od miasta, dramatyczne urwiska, łąki przy krawędzi przepaści i prawie żadnych turystów.
I tak, to właśnie w Santanderze odbyły się moje zaręczyny. ❤️
Santillana del Mar – idealna baza
Dwa tygodnie na miejscu i ani dnia za dużo. Santillana del Mar to „miasto trzech kłamstw” – nie jest święte (Santi), nie jest płaskie (llana) i nie leży nad morzem (del Mar). Jest za to absolutnie przepiękne, ze średniowiecznymi brukowanymi uliczkami i spokojem który wraca wieczorami gdy wycieczki jednodniowe odjadą.
Logistyczne centrum regionu – stąd wszędzie blisko. Santander 30 min, Comillas 25 min, Suances 20 min, Picos de Europa 1,5h.
👉 Santillana del Mar – co zobaczyć?
Comillas – przypadkowe odkrycie
Comillas znaleźliśmy wieczorem klikając pinezki w Google Maps. Okazało się strzałem w dziesiątkę. El Capricho de Gaudíego wygląda jak z bajki – cały pokryty ceramicznymi słonecznikami. Do tego cmentarz z marmurowym aniołem Llimony który widziałam z daleka i musiałam podejść bliżej. Nieplanowane odkrycia są najlepsze.
San Vicente de la Barquera i Suances – nasze ulubione spoty
Jeśli surfujecie lub chcecie zacząć – to są Wasze miejsca. Suances to surferska stolica Kantabrii z bardzo wyluzowanym klimatem. San Vicente de la Barquera to niesamowity widok na zamek i zatokę z ośnieżonymi szczytami Picos de Europa w tle. Jedno z najbardziej malowniczych miejsc w jakich byłam. I jedna z naszych ulubionych plaż surfingowych całego wyjazdu.
👉 San Vicente de la Barquera – co zobaczyć?
👉 Gdzie surfować w Kantabrii: Spoty surfingowe w Północnej Hiszpanii
👉 Więcej o regionie: Kantabria – co zobaczyć?
Asturia – dzika północ której nie planowałam
Asturia jest jeszcze bardziej surowa i zielona niż Kantabria. Góry Kantabryjskie schodzą blisko do wybrzeża, klify bardziej dramatyczne, dostęp do plaż trudniejszy. I właśnie dlatego poza kilkoma popularnymi spotami można tu znaleźć zupełnie puste fale i puste szlaki.
Oviedo
Wpadliśmy przejazdem. Zapamiętałam seledynową elewację Bazyliki San Juan el Real która zatrzymała mnie w miejscu – i kurczaka w czosnku który okazał się stertą suchych kości z frytury. Kulinarna wpadka, ale bazylika wynagrodziła wszystko. Miasto ma świetny klimat i zasługuje na więcej niż jeden przejazd.
Cangas de Onís i Covadonga
Cangas de Onís przywitało nas słońcem – rzadki dar w Asturii. Słynny Most Rzymski z Krzyżem Wiktorii jest przepiękny na żywo, bardziej niż na zdjęciach. Covadonga: sanktuarium tłumne przez jakieś święto, nie weszłam do środka. Jeziora Enol i Ercina widziałam przez szybę samochodu jadąc w góry. Wystarczyło żebym rozumiała dlaczego ludzie tu specjalnie przyjeżdżają.
👉 Cangas de Onís – co zobaczyć?
👉 Covadonga – sanktuarium, jeziora i Picos de Europa
Picos de Europa i chatka pasterska
Nocowaliśmy wysoko w górach w chatce pasterskiej znajomego znajomego. Kiełbasa, lokalne sery, sidra i stado krów dookoła. Połowa ekipy, łącznie ze mną, wymiotowała wśród krów. Następnego dnia reszta poszła na szlak, ja zostałam z widokiem przez okno chatki – i powiem Wam że ten widok był wart każdej chwili.
Bufones de Pria – naturalne fontanny w klifach nad oceanem. Przyjechałam przy spokojnej wodzie i fontanny nie zadziałały. Ale dudnienie fal pod klifami przez leje krasowe – przerażające i fascynujące jednocześnie.

Praktyczne informacje
Auto – wynająć czy jechać własnym?
Dla większych grup własny bus to oszczędność i wygoda – możecie spakować sprzęt surfingowy, jedzenie i psy bez martwienia się o limity. Dla par lub solo: wynajem na lotnisku w Bilbao lub Santanderze. Automaty droższe i rzadsze – manual na górskich drogach Asturii wymaga wprawy ale jest do ogarnięcia.
Autostrady i drogi
Główne trasy to AP-8 i A-8. Niektóre odcinki płatne, inne darmowe – sprawdzajcie trasę w Waze przed wyjazdem. Drogi krajowe (N-634) wolniejsze ale znacznie bardziej malownicze – prowadzą przez małe wioski gdzie można kupić świeży ser i cydr bezpośrednio od producenta.
Psy w podróży
Ważna informacja dla właścicieli czworonogów. W sezonie (maj-wrzesień) większość popularnych plaż zamknięta dla psów – szukajcie mniej uczęszczanych lub sprawdzajcie lokalne zasady przed każdą plażą. Hotele i pensjonaty w małych miasteczkach zazwyczaj psio-friendly. Nasze psy kochały górskie szlaki w Picos de Europa.
Kiedy jechać?
Maj-czerwiec i wrzesień to optimum – dobra pogoda, mniejsze tłumy, niższe ceny. Sierpień: wakacje, ceny szybują, droga do jezior Covadonga zamknięta dla aut prywatnych, tłumy wszędzie. Zima i wczesna jesień w Asturii: dużo deszczu, ale puste szlaki i niesamowite fale.
Koszty
Północna Hiszpania tańsza niż południe i Barcelona:
- Menu del día: 12-16€ (trzy dania, napój – absolutny hit)
- Nocleg: pensjonat poza sezonem 50-90€, w sierpniu nawet 150€
- Paliwo: ceny podobne do polskich
- Autostrady: kilka euro za odcinek
Moja ocena
Najlepszy wyjazd życia samochodem – mimo (a może właśnie dzięki) tym wszystkim niespodziankom. Wymiotowanie w górach, kości kurczaka w Oviedo, fontanny które nie zadziałały. Zaręczyny w Santanderze jako wisienka na torcie.
Moja rekomendacja: jedźcie. Najlepiej busem, najlepiej bez sztywnego planu, najlepiej z psami. Północna Hiszpania to miejsce gdzie czas płynie inaczej i gdzie każdy zakręt drogi może przynieść coś nieoczekiwanego. Nam przyniósł dwa tygodnie których nie zamieniłabym na nic. 🌊
FAQ
Maj, czerwiec i wrzesień – najlepsza pogoda, mniejsze tłumy, niższe ceny noclegów. Sierpień to szczyt sezonu z wyższymi kosztami i zamkniętą drogą do jezior Covadonga.
Absolutne minimum 7 dni. Żeby poczuć klimat bez pośpiechu – 10-14 dni. Trzy tygodnie pozwolą dodać Galicję.
Tak – bez samochodu nie dotrzecie do ukrytych plaż, górskich wiosek ani klifów Costa Quebrada. Dla grup: własny bus zdecydowanie lepszy finansowo.
San Sebastian dla jedzenia i plaży La Concha, Bilbao dla architektury i Casco Viejo, wybrzeże przy San Juan de Gaztelugatxe. I pintxos wszędzie.
Tańsza niż południe i duże miasta. Menu del día za 12-16€ to prawdziwy skarb – trzy dania i napój w każdej porządnej restauracji.
San Vicente de la Barquera i Suances dla surferów, Playa de Oyambre dla spokoju, zatoczki wzdłuż Costa Quebrada dla widoków.
Absolutnie tak. Transport publiczny w górskich rejonach Asturii praktycznie nie istnieje. Do Picos de Europa, Bufones de Pria i większości plaż dotrzecie tylko autem.
Zacznijcie od Kraju Basków i kierujcie się na zachód przez Kantabrię do Asturii. Zostańcie dłużej niż planujecie w każdym miejscu – coś zawsze Was zatrzyma dłużej niż myślicie.
A ja własnie te strony chcę zobaczyć, a nie te pospolite miejsca, do których sie obowiązkowo jedzie .
O tym, że północna część Hiszpanii różni się i to znacznie dowiedziałam się ostatnio, oglądając programy kulinarne Ricka Stein'a. Byłam nieźle zaskoczona i zainteresowana. Dlatego z wielką przyjemnością przeczytałam Twój wpis 🙂 Kuchnia, kultura, krajobrazy i przede wszystkim ludzie na północy Hiszpanii są zupełnie różni od tych z południa. Mam nadzieję, że kiedyś tam zawitam! 🙂
Kaszanka z ryżem? Nieżle 😀 Nigdy w Hiszpanii nie byłam, ale na pierwszy raz wolalabym leciec w miejsce gdzie beda inni Polacy. Jeszcze mam blokade przed podrozowaniem za granice z powodu jezyka 😀